Zobacz zdjęcia Paula Gorycka z wyścigów MTB, treningów oraz codziennego życia sportowca. Śledź jej drogę do sukcesu na rowerze i bądź na bieżąco z jej osiągnięciami!

Pierwszy stres poczułam dopiero pół godziny przed startem. Na szczęście miałam wtedy rozgrzewkę i mogłam go ujarzmić. Po sygnale startera ruszyłyśmy w wielogodzinną podróż (brzmi romantycznie, ale wysokie tempo ten romantyzm szybko zabiło). Początkowe płaskie kilometry były ciszą przed burzą. Z pierwszymi metrami podjazdu zaczął iść gaz. Anna Weinbeer narzuciła tempo, które w naturalny sposób selekcjonowało stawkę. Z kolejnymi minutami odpadały kolejne zawodniczki. W połowie podjazdu uznałam, że to tempo jest zbyt wysokie i może zniweczyć trud włożony w przygotowania. Odjęłam dosłownie kilka wattów i na szczycie podjazdu byłam piąta, mając około pół minuty straty do prowadzącej dwójki. Na zjeździe doszłam dwie zawodniczki i jechałam w grupce na pozycjach 3-5. Kolejny podjazd przejechałyśmy razem, ale gdy wjechałam w techniczny zjazd z pierwszej pozycji w mojej grupie, to pożegnałam się z rywalkami, mając na koniec zjazdu kilkanaście sekund przewagi. Zakładałam, że do mnie dojadą, bo sprzyjały temu płaski asfaltowy odcinek i to, że ja jechałam sama, a one w grupce z mastersami. Tak się jednak nie stało i następne kilometry przemierzałam sama jadąc na medalowej pozycji. W połowie wyścigu dostrzegłam przed sobą słabnącą Rosę van Doorn. Dość szybko zniwelowałam dzielącą nas różnicę i pojechałam dalej, już na drugim miejscu. Wiedziałam, że nic nie jest pewne i że trzeba walczyć do samego końca. Robiłam swoje na podjazdach i zjazdach, dobrze radziłam sobie z upałem i przemierzałam pozostały dystans. Gdy dostałam informację, że na początku ostatniego podjazdu Natalia Fischer miała do mnie dwie minuty, to jasnym stało się, że muszę dać z siebie wszystko. Wielokrotnie poznałam jaką potrafi wykręcać moc na ostatnich kilometrach wyścigu. No i niestety na jakieś półtora kilometra przed końcem podjazdu mnie wyprzedziła. Próbowałam siąść jej na koło, ale kwas mlekowy błyskawicznie zalał mi nie tylko mięśnie, ale i oczy, więc odpuściłam z myślą, że trzeba dowieźć medal. I ten medal dowiozłam!

To mój drugi medal mistrzostw Europy, ale pierwszy w kategorii seniorskiej i i pierwszy w maratonie. To też mój powrót na podium międzynarodowej imprezy mistrzowskiej po czternastu latach… Po wyścigu czułam radość (i ogromne zmęczenie), ale nie było euforii. Byłam przygotowana na ten wynik. To raczej brak medalu spowodowałby kiepskie odczucia. A tak cieszyłam się z mojego medalu przez wiele kolejnych dni, aż do dzisiaj. I pewnie jeszcze przez długi czas będzie mi on dostarczał frajdy. Z ciekawostek – u mężczyzn Krzysiek Łukasik też zdobył brąz, więc współnie świętowaliśmy dobrą robotę nas i naszych team’ów. W tym miejscu dziękuję mojemu trenerowi Andreasowi Kurmannowi za wieloletnią pracę i ciągłe zaangażowanie. Dziękuję też moim partnerom DuoLife, SportFuel i Strüby, którzy sprawiają, że moja droga do osiągania celów jest realna i zabezpieczona.

white and black letter t-letter blocks
29 lipca 2026

Brąz mistrzostw Europy!

Od mistrzostw Europy w maratonie minęły już ponad dwa tygodnie, ale dopiero teraz mam chwilę, żeby napisać o tym starcie. Już przed sezonem miał najwyższy priorytet jako jeden z niewielu wyścigów w kalendarzu. To na nim chciałam zaprezentować się jak najlepiej. Liczyłam na to, że trasa będzie taka, jakie znam z maratonów w Hiszpanii – ciężka fizycznie i technicznie.

Przygotowania przed pierwszą imprezą docelową przebiegły świetnie. Zrealizowałam wszystkie treningi i wykonałam całą robotę okołotreningową (to w dużym skrócie sen i micha). Jechałam do Hiszpanii z wiarą w walkę o najwyższe cele, zachowując świadomość, że wygrać może sześć dziewczyn, a walczyć o podium dziesięć.

Do Ramales de la Victoria przybyliśmy wcześnie, żeby na spokojnie poznać całą trasę. Okazała się mocno techniczna, choć nie brakowało na niej asfaltowych, ale sztywnych podjazdów. Pasowała mi. Wyzwaniem była pogoda, bo w ciągu dnia w słońcu było ponad czterdzieści stopni. Do tego stosunkowo późny start, po dziewiątej, gwarantował nam smażenie się niczym na patelni.

   Zrób swoją  

Strona stworzona 
w kreatorze
WebWave.

Cześć, nazywam się Paula Gorycka-Kurmann. Moją pasją jest kolarstwo górskie. Na tej stronie dzielę się zdobytą wiedzą i doświadczeniem oraz informacjami o sportowej części mojego życia.