news
21.09.2021

Raz na wozie, raz pod wozem

Na mistrzostwach świata organizatorzy nie zaskoczyli i po raz kolejny zmienili przebieg rundy. Jej pierwsza część była niczym kolarski małpi gaj – góra, dół, lewo, prawo, korzeń, kamień, jump. Wszystko bardzo dynamiczne, zmienne, nie pozwalające na złapanie rytmu i prowokujące wiele błędów. W tym roku na każdej imprezie mistrzowskiej wybierałam inny rower niż większość zawodniczek i również w Val di Sole zdecydowałam się na hardtaila.

Po starcie trochę się zagubiłam i wylądowałam na końcu stawki. Niestety okazało się, że tego dnia nie miałam pod nogą. Technicznie było dobrze, choć bez błysku, ale niestety fizycznie czułam się bardzo słabo. Nie mogłam zrozumieć co stało się w ciągu kilku dni od Bazylei, gdzie samopoczucie miałam świetne.

Podobnie było podczas Pucharu Świata w Lenzerheide – kiepski start, bardzo dobra techniczne jazda, ale niezbyt dobre samopoczucie. Mimo że jazda po rundzie sprawiała mi mnóstwo frajdy, to jednak podjazdy nie były moją mocną stroną i skończyłam zdecydowanie dalej niż chciałam.

W kolejnym tygodniu pojechaliśmy do Czech. Trasa w Meście Touskov była szybka, z jedną dłuższą sekcją złożoną z wielu sztucznych przeszkód oraz dwoma wąwozami, w których należało po prostu puścić hamulce. Tym razem wystartowałam świetnie i po ponad półkilometrowym podjeździe byłam pierwsza. Okazało się jednak, że przeszarżowałam i musiałam za to zapłacić. Startując normalnie mogłabym walczyć o pierwszą piątkę, a tak – choć po raz kolejny jechałam czysto technicznie – dojechałam na siódmym miejscu.

Tydzień później stanęłam na starcie w Jeumont. We Francji organizatorzy uznali, że na starcie ustawią nas według wyników piątkowego short tracku, a nie według rankingu UCI. Cóż, we Francji jak na Pucharze Świata… Tym sposobem zamiast z pierwszej linii startowałam z czwartej. Po starcie utrzymałam swoją pozycję i jechałam około dwudziestego miejsca. Razem z juniorkami było nas ponad 60, więc dobrze, że nie spłynęłam na koniec stawki. Wreszcie czułam się dobrze i spokojnie wyprzedzałam kolejne zawodniczki. Gdy jechałam na siódmej pozycji i miałam 10 sekund do szóstego miejsca, złapałam gumę… Musiałam na niej jechać kolejne ponad trzy kilometry (runda we Francji była wyjątkowo długa). O ile zjazdy bez zakrętów były w porządku, o tyle szybkie zakręty były w tym momencie ryzykowne, a w podjazdy musiałam włożyć znacznie więcej siły. Po szybkiej zmianie koła wyjechałam z boksu na trzynastym miejscu i od nowa zaczęłam gonitwę. Nie miałam już zbyt dużo czasu i skończyłam na jedenastym miejscu.

Był to mój siódmy weekend startowy pod rząd, a szykowały się kolejne dwa… Intensywność sezonu mocno dawała mi się we znaki.


powrót