news
24.06.2023

Kiedy lepiej znaczy gorzej

Po mistrzostwach Polski, podczas których zgarnęłam komplet koszulek w XCO i XCC przyszedł czas na kolejne „ściganie u siebie”. Tym razem oznaczało to start w Szwajcarii, czyli kraju, z którego jest drużyna, w której ścigam się już siódmy rok.

Lenzerheide to jedna z ulubionych miejscówek wśród kolarzy górskich. Ja – choć mam z tym miejscem związane bardzo różne wspomnienia – też bardzo tę trasę lubię. Wymaga pełnej koncentracji przez cały czas, zmusza do zaangażowania wszystkich sił i wykazania się świetnym panowaniem nad rowerem. W niedzielę zaczęłam jednak kiepsko. Początek wyścigu w Lenzerheide niezbyt mi leży i również tym razem wylądowałam na końcu stawki. Przez cały wyścig wyprzedzałam kolejne zawodniczki i na mecie zameldowałam się na 33. miejscu. Mogło być o kilka oczek lepiej, ale nie z takim startem.

Kilka dni między Pucharmi Świata w Lenzerheide i Leogangu poświęciłam na ostatnie szlify przed zbliżającymi się Igrzyskami Europejskimi. Trener chciał, żebym zaczęła luzować, ale ja świetnie się czułam i chciałam dodać coś jeszcze przed ważnym startem w Polsce. A trzeba było posłuchać, ale o tym przekonałam się kilkanaście dni później…

W Leogangu zaliczyłam zupełnie inny wyścig niż tydzień wcześniej. Świetnie wystartowałam i po rundzie startowej jechałam 27. Pierwsza runda jeszcze była niezła, ale potem nie utrzymałam tempa i ostatecznie spłynęłam na 42. miejsce. Uznałam jednak, że był to po prostu ostatni mocny trening przed Igrzyskami Europejskimi i że po kilku dniach odpoczynku pokażę formę. Niestety myliłam się i to bardzo.

Trasa w Krynicy była bardzo ciekawa. Jeden długi podjazd, a do tego kilka krótkich wzniesień przeplatanych sekcjami technicznymi. Mimo fatalnej pogody przez kilka dni przed startem runda była w bardzo dobrym stanie, dzięki świetnej pracy organizatorów. Podobała mi się, chciałam atakować. W niedzielę niestety od startu zupełnie mi nie szło. Jako tako przejechałam pierwszą rundę, ale potem potwornie się męczyłam. Czułam się tak, jakbym kręciła do tyłu, a błoto postanowiło zatrzymywać w miejscu tylko moje koła… Skończyłam 33. czyli tak jak dwa tygodnie wcześniej Puchar Świata. Zależało mi na tym starcie i chciałam jak najlepiej zaprezentować się przed własną publicznością. Nie wyszło i było mi z tym bardzo źle.

Wracając z mistrzostw Europy (taką rangę miały dla kolarzy górskich Igrzyska Europejskie), podjęliśmy z trenerem decyzje co do zmiany przebiegu kolejnych dwóch tygodni. Teraz muszę dojść do siebie i przygotować dobrą formę na drugą część sezonu i mistrzostwa świata.


powrót