news
04.10.2021

Dziewczyny lubią brąz

Do Jeleniej Góry pojechaliśmy w czwartek. W piątek rano zrobiłam trening na trasie, na którym … czułam się świetnie. Powiedziałam nawet do trenera, że nie pamiętam kiedy tak dobrze się czułam, ale było to chyba w Bazylei (czyli pięć tygodni wcześniej).

Po południu odbywały się mistrzostwa Polski w short tracku. Chciałam walczyć o medal, ale wiedziałam, że w tej konkurencji równie dobrze mogę dojechać nawet na siódmej pozycji. Skupiłam się jednak na robocie, a nie na rozważaniu możliwych scenariuszy.

Trasa przebiegała po części rundy XCO. Była ciężka fizycznie jak na wyścig XCC. Miałam jasną taktykę co do swojej jazdy i od startu udało mi się ją zrealizować. Już od drugiej z pięciu rund odjechałyśmy we czwórkę. Jechałam czujnie, zwykle na drugim miejscu. Wiedziałam, że ważny będzie wjazd na ostatnią rundę i tam też chciałam jechać druga. Niestety w momencie gdy Maja wyszła na prowadzenie, ja zostałam za Gabrielą. Maja zbudowała około 20 metrów przewagi. Po przejechaniu rock gardenu chciałam wyjść na drugie miejsce, ale Gabriela wykonała sprint i dociągnęła nas znowu do Mai. Na szczycie podjazdu wreszcie wyszłam na drugie miejsce, ale momentalnie wyprzedziła mnie Kasia i znowu jechałam trzecia. Ostatnie dwie minuty wyścigu to była jazda na maksimum własnych możliwości. Chwilę przed metą udało mi się zbliżyć do Kasi, ale ostatecznie to ona przecięła linię mety dwie sekundy przede mną. Zdobyłam drugi brązowy medal mistrzostw Polski, a we trójkę powtórzyłyśmy w short tracku podium z mistrzostw Polski w cross country.

Samopoczucie z poranka się sprawdziło. Podobnie było w sobotę – kilkanaście godzin przerwy między startami nie wystarczyło mi na zregenerowanie się po short tracku i na porannej przejażdżce czułam się kiepsko. O 14 był wyścig XCO. Do połowy wyścigu jechałam dobrze. Potem w jednym momencie dotarłam do granicy kurczów i wiedziałam, że tylko zmniejszenie intensywności pozwoli mi ukończyć wyścig. Dojechałam szósta.

Weekend był więc na plus – drugi medal mistrzostw Polski i punkty za wyścig klasy C1 były satysfakcjonujące. Pozostał jeszcze jeden wyścig (w dziewiąty weekend pod rząd) – finał Pucharu Szwajcarii w Schaan.

Trasa w Liechtensteinie jest stosunkowo prosta – długi podjazd przeplatany płaskimi odcinkami i długi zjazd w dużej części po łąkach. Wymagania techniczne zamykają się w jednym rock gardenie, jednym jumpie i sporej ilości korzeni, które w tym roku były suche. Dodatkowym utrudnieniem okazał się bardzo mocny wiatr, który trzeba było wziąć pod uwagę podczas pokonywania jumpa (jedna z zawodniczek przekonała się o tym zaliczając spotkanie z glebą po lądowaniu).

Dla mnie był to ostatni wyścig w sezonie i chciałam zakończyć go w pierwszej dziesiątce. Po starcie jechałam w granicach piętnastego miejsca, ale spokojnie robiłam swoje i dojechałam ósma. Cel został zrealizowany.


powrót