news
22.07.2020

Spartańskie wyścigi

Nareszcie wróciliśmy do ścigania! Okres pandemii (wciąż jeszcze trwającej) z pewnością był dla wielu osób ciężkim czasem. Dla mnie stał się jednak możliwością spokojnego przejścia przez wiosnę i wykonania dobrego treningu.

W czerwcu zaczęłam odliczać dni do pierwszego startu. Na rozgrzewkę wystartowałam w treningowym wyścigu w Szwajcarii. Ściganie o godzinie 20, razem z mężczyznami, na krótkiej rundzie i trwające niespełna 50 minut miało wprowadzić mnie w rywalizacyjny rytm. I o ile środowy start poszedł mi dobrze i byłam w stanie powalczyć też z mężczyznami (wśród kobiet wygrałam), o tyle po nim już tak dobrze nie było i złapałam jakąś infekcję. Liczyłam na to, że do sobotniego wyścigu w Czechach uda mi się z niej wyleczyć...

Okazało się niestety, że w sobotę moje samopoczucie było chorobowe. Serce wygrało jednak z rozumem i stanęłam na linii startu. Czy była to dobra decyzja? Nie. Dodatkowo w trakcie wyścigu na początku długiego zjazdu złapałam gumę i zanim dojechałam do boksu technicznego straciłam trochę czasu. Sama zmiana tylnego koła była błyskawiczna i nie trwała nawet dziesięciu sekund (dobrze, że mój trener robi sobie „trening techniczny” przydatny w boksie, bo dzięki niemu zmiana koła czy łańcucha trwa na tyle krótko, że nawet nie zdążę napić się z bidonu ;-). Tak więc ściganie w Czechach, mimo fajnej trasy i sprzyjającej pogody wyszło na minus. Na metę dojechałam szesnasta i myślałam tylko o tym, żeby jak najszybciej się wykurować.

Kolejne dwa dni spędziłam na chorowaniu. Następnie z wyczuciem i dużą rezerwą wróciłam na rower, choć nie było jeszcze mowy o normalnym treningu. Zależało mi na pełnym wyzdrowieniu, bo w perspektywie miałam wyjazd do Grecji i start w trzech wyścigach.

Do Aten polecieliśmy we wtorek. Nocą dotarliśmy do miasteczka Karyes. Następnego dnia okazało się, że to prawdziwie urokliwe miejsce. Rano zrobiliśmy trening na trasie, dobraliśmy sprzęt do charakterystyki trasy i … wskoczyliśmy do samochodu. Pół godziny później byliśmy już w Sparcie, gdzie odbywała się konferencja prasowa przed wyścigiem. Wyścigi zostały bowiem zorganizowane dokładnie 2500 lat po ważnej dla Greków bitwie z Persami. Po popołudniu pozostał już tylko odpoczynek i przygotowanie do wyścigu.

W czwartek, punktualnie o jedenastej, ruszyłam na trasę. Wyścig był bardzo wymagający ze względu na pogodę. 95 % trasy było w słońcu, a najdłuższy, stromy, czterominutowy podjazd biegł po asfalcie. Temperatura grubo ponad 40 stopni, wymuszała idealną współpracę na bufecie, bo woda do polewania i izotonik w bidonie były na wagę złota. Po pięciu rundach szczęśliwa wjechałam na metę, meldując się cztery minuty przed kolejną zawodniczką. Popołudniem skupiłam się na uzupełnieniu nawodnienia i odpoczynku, bo już kolejnego dnia czekał mnie następny wyścig.

W piątek pogoda zdecydowanie bardziej nam sprzyjała. Tylko na pierwszej rundzie słońce pokazało swoją moc (i uświadomiło mi, że dzień wcześniej mnie trochę „przypaliło”), a na kolejnych schowało się za chmurami. Czułam się zdecydowanie lepiej i cały wyścig przejechałam swoim równym tempem. Na mecie okazało się, że mimo ścigania się dzień po dniu byłam szybsza o dwie minuty.

Sobota była dniem odpoczynku. Przedpołudnie spędziliśmy na zwiedzaniu Sparty, a po południu zrobiliśmy lekki trening. Wieczorem trzeba było wcześniej się położyć, bo następnego dnia start mieliśmy mieć o godzinie dziewiątej. Nie pamiętam kiedy startowałam o takiej porze, ale na pewno było to ładnych parę lat temu.

Warunki do ścigania w niedzielę były idealne – temperatura jeszcze niezbyt wysoka, a trasa po opadach deszczu w piątkowy wieczór dawała idealną przyczepność. Przed startem najadłam się jednak trochę stresu, bo podczas rozgrzewki złapałam gumę i ostatecznie nie rozgrzałam się tak jak chciałam. Mimo to udało mi się przejechać bardzo dobry wyścig i poprawić się o kolejne prawie dwie minuty w stosunku do piątku. Łącznie w trzecim wyścigu byłam więc szybsza o cztery minuty w porównaniu do pierwszego dnia!

Wyjazd do Grecji był bardzo udany. Trzy zwycięstwa, jednocześnie fajne przetarcie przed kolejnymi startami, a do tego miło spędzony czas z moją drużyną Strüby-BiXS Team. Teraz chwila odpoczynku (w końcu rzadko jedzie się trzy wyścigi cross country w ciągu czterech dni), a potem powrót do trenowania i dalszego startowania.


powrót