news
01.03.2020

Salamina na plus

Tak jak przed rokiem luty oznaczał dla mnie „misję Salamina”. Efekt okazał się lepszy niż w poprzednim sezonie, podobnie jak ogólne samopoczucie. Z Grecji wyjechałam ze 170 punktami do rankingu indywidualnego i olimpijskiego. Jak więc było na Salaminie?

Zmagania na Salaminie rozpoczęłam od etapówki. Pierwszym etapem była jazda indywidualna na czas. Do ubiegłorocznej trasy organizatorzy dorzucili dwa kilometry single track’a zawierającego wymagający podjazd i zjazd z wieloma kamieniami. Założyłam sobie, że pojadę mocno, ale z rezerwą uwzględniającą kolejne starty. Na mecie byłam piąta, 16 sekund za podium. Kolejnym startem był short track. Runda była długa i zawierała stromy, około trzyminutowy podjazd – nietypowo jak na wyścig typu XCC. Obstawiałam, że do pokonania będą cztery okrążenia i tak też było. Początkowe dwie rundy przejechałam spokojnie w pierwszej grupie, w której tempo cały czas nadawały Rosjanki. Na trzeciej rundzie u podnóża podjazdu znalazłam się na czele i postanowiłam sprawdzić na co stać mnie i inne zawodniczki. Na szczycie została ze mną tylko Hiszpanka. Po zjeździe miałyśmy kilka sekund przewagi i wiadomo było, że między sobą rozstrzygniemy kto zwycięży. Na ostatnim podjeździe Hiszpanka starała się nadać swoje tempo, ale udało mi się ją wyprzedzić i przed zjazdem zyskać kilka metrów przewagi. To wystarczyło do zwycięstwa, co sprawiło mi wielką radość. Po tym dniu awansowałam też na trzecie miejsce w generalce. Kolejnym etapem był krótki maraton. Początek zapowiadał się bardzo dobrze, bo po rozpoczynającym ten wyścig około 15-minutowym podjeździe jechałam w czołowej grupce, a po pierwszym dłuższym zjeździe jechałam pierwsza z kilkoma sekundami przewagi. Potem znowu jechałyśmy razem we cztery i wyglądało na to, że między sobą powalczymy o podium. Niestety głupi błąd na zjeździe w połączeniu z upadkiem przy wysokiej prędkości spowodowały, że straciłam kontakt z grupą i ostatecznie dojechałam czwarta. Etapem kończącym nasze zmagania był długi maraton. Oj, mocno dał mi się ten dzień we znaki. Dodatkowo, mimo że dobrze znałam trasę, okazało się, że organizatorzy dołożyli nam dodatkowego wymagającego singla. Etap, podobnie jak cały wyścig skończyłam na piątym miejscu.

W tym roku pomiędzy etapówkami mieliśmy dwa dni wolnego. W porównaniu z ubiegłorocznym jednym dniem przerwy uważam to za bardzo dobrą zmianę. Nie napiszę, że mogłam się w pełni zregenerować, ale nabrałam ochoty na kolejne dni ścigania. Ponownie na pierwszy ogień poszła czasówka. Względem wyniku z pierwszego tygodnia poprawiłam się o pół minuty, mimo to zajęłam siódme miejsce. Drugim etapem znowu był short track. Początek ścigania ułożył się tak jak tydzień wcześniej – dwie pierwsze rundy były względnie spokojne przejechałyśmy je w około 10-osobowej grupie, a na trzecim podjeździe rozciągnęłam stawkę. Tylko zakończenie się nie zgadzało, bo na mecie byłam siódma – tym razem nie starczyło mi sił na ostatnią rundę. Trzecim etapem był długi maraton. Mając w pamięci to, że w pierwszym tygodniu to ten etap ułożył wyniki całego wyścigu, zmieniłam swoją taktykę. I dało to bardzo dobry efekt – na mecie byłam czwarta. Do podium straciłam 31 sekund, co oznacza dokładnie 0,22 % mojego czasu ścigania. Niewiele… Mój wynik czasowy był też aż o 6 minut i 41 sekund lepszy niż tydzień wcześniej, a to już spora różnica. Ostatnim etapem był krótki maraton. Odczuwałam wyraźne zmęczenie dotychczasowymi startami i ostatecznie skupiłam się tylko na wyniku w klasyfikacji generalnej. Na mecie znowu byłam piąta w generalce, a przede mną zameldowały się też dwie zawodniczki, które nie ścigały się z nami w pierwszym tygodniu.

Po kolejnych dwóch dniach odpoczynku przyszedł czas na ostatni wyścig. Był to zarazem mój tegoroczny debiut w formacie XCO. Nie wiedziałam czego mogę się po sobie spodziewać, ani jak zregenerowałam się na tle innych zawodniczek. Postanowiliśmy z trenerem, że tego dnia pojadę ofensywnie i zobaczymy jaki da to efekt. Taktyka okazała się dobra. Przez dwie rundy prowadziłam z przewagą, a po przejechaniu pięciu okrążeń przyjechałam trzecia.

Jestem zadowolona z moich występów w Grecji. Liczyłam się w walce o najwyższe lokaty, raz wygrałam, raz byłam trzecia, a trzy razy czwarta. W perspektywie sezonu zaliczyłam dobry trening, a do tego oczywiście zdobyłam punkty do rankingu indywidualnego i olimpijskiego. Dziękuję mojej drużynie Strüby-BiXS Team, trenerowi Andreasowi Kurmannowi, Piusowi Martiemu oraz Melanie i Jeremiasowi za miłą atmosferę, doskonałą współpracę i świetną obsługę! Teraz po kilku luźniejszych dniach powoli wracam do ciężkich treningów, żeby dorzucić kolejne Watt’y na podjazdach.


powrót