news
15.09.2019

Startuj, startuj, startuj

Dawno mnie tu nie było… Ostatnio pisałam bowiem przed weekendem przerwy od startów, który był tak dawno, że nawet nie pamiętam jak go wykorzystałam ;-). Wobec tego w telegraficznym skrócie opowiem Wam o moich ostatnich jedenastu weekendach startów, co oznacza nie jedenaście, ale aż szesnaście wyścigów.

 

Andermatt (Puchar Szwajcarii, miejsce 9)

To była piąta edycja Pucharu Szwajcarii. A Puchar Szwajcarii oznacza, że jedno jest pewne – dobre zawodniczki przyjadą nie tylko ze Szwajcarii, ale też z kilku innych krajów (nierzadko również spoza Europy). Nie inaczej było tym razem – Szwajcarki, Brytyjka, Włoszka, Francuzka, Austriaczka, Rosjanka – to z nimi walczyłam o moje kolejne miejsce w pierwszej dziesiątce. Po niezłym wyścigu finiszowałam dziewiąta. Niestety na pół kilometra przed metą zaliczyłam głupi upadek. W jego efekcie nadwyrężyłam bark. Zakładałam, że po dwóch tygodniach będzie po sprawie i ramię wróci do normy, tymczasem … jeszcze teraz (czyli prawie trzy miesiące później) ręka nie jest w pełni sprawna. W takich momentach cieszę się, że jestem fizjoterapeutką…

 

Vallnord (Puchar Świata, miejsca 31 i 42)

Trzeci Puchar Świata odbył się w Andorze. Dla mnie był to kolejny w tym sezonie start na wysokości, choć pierwszy w okolicy 2000m n.p.m. Po raz pierwszy mogłam też wystartować w short tracku. Te nieco ponad dwadzieścia minut ścigania ze zmniejszoną dostawą tlenu było naprawdę ciężkie. Mimo to całkiem nieźle się zregenerowałam. W niedzielę czułam się dobrze, jechałam też fajnie technicznie, ale kraksa, która była przede mną chwilę po starcie spowodowała, że ruszałam z ostatniego miejsca. To było sporym utrudnieniem i nie pozwoliło mi na walkę o lepszą pozycję.

 

Les Gets (Puchar Świata, miejsca 29 i 48)

W tym roku UCI zdecydowało się na rozegranie sześciu z siedmiu Pucharów Świata w systemie dwutygodniowym. Do Les Gets przyjechaliśmy więc cztery dni po zawodach w Andorze. Miał to być kolejny wyścig na wysokości, choć 1400 metrów w porównaniu z 2000 wygląda naprawdę przyjaźnie. W piątkowym short tracku „przepaliłam rurę”. Bardzo wysokie tempo w połączeniu z suchą trasą spowodowało, że w ciągu dwudziestu minut wyrobiłam chyba półroczną normę wdychania kurzu… W tych warunkach wyzwaniem było w ogóle zobaczenie gdzie jest trasa… W niedzielę siłą rzeczy tempo wyścigu było trochę niższe, a peleton zawodniczek bardziej rozciągnięty, więc kurz nie stanowił już problemu. Zdecydowanie większym były moje nogi, które nie chciały współpracować. Oczywiście dojechałam do mety, ale o satysfakcji nie było mowy.

 

Mrągowo (Mistrzostwa Polski, miejsce 3)

Mistrzostwa Polski były moim drugim startem w Polsce. Na szczęście tym razem – w przeciwieństwie do zawodów w Jeleniej Górze – byłam zdrowa, wypoczęta i gotowa do walki. Miłym zaskoczeniem była trasa – interwałowa i techniczna, na której trzeba było się wykazać nie tylko mocą na podjazdach, ale i zwinnością w pokonywaniu ciasnych zakrętów. Jedyne do czego mam zastrzeżenie to jump – wysokość była jak najbardziej wystarczająca (w cross country naprawdę nie musimy skakać z dwóch metrów, bo w przeciwieństwie do zawodników DH nie chroni nas właściwie nic poza kaskiem zakrywającym połowę głowy), ale lądowanie z tej wysokości było za płaskie. Jasne, że dało się tego jumpa skoczyć, ale ze zwiększonym ryzykiem dla zawodnika oraz sprzętu. Wracając do wyścigu – około 2 godziny przed startem zaczęło padać. Zdecydowanie wolę suche i ciepłe warunki, ale akurat w przypadku Mrągowa zachowałam olimpijski spokój. Czułam, że poradzę sobie niezależnie od pogody. W momencie startu było już „jak dla mnie” – słońce i sucha trasa o bardzo dobrej przyczepności. Zdecydowałam się na atak od startu i przez pierwsze dziesięć minut ścigania prowadziłam z kilkunastometrową przewagą. Potem niestety musiałam trochę zapłacić za swoją taktykę i wylądowałam na piątym miejscu. Z rundy na rundę czułam się jednak lepiej i awansowałam na medalową pozycję. Do końca wyścigu walka była bardzo zacięta, bo od srebra dzieliło mnie około trzydzieści sekund, podobnie jak od wypadnięcia z podium. Na mecie zameldowałam się trzecia, dzięki czemu zdobyłam swój siódmy medal mistrzostw Polski w formule XCO, który jest jednocześnie moim dwudziestym drugim medalem mistrzostw Polski na przestrzeni dwunastu lat.

 

Brno (Mistrzostwa Europy, miejsce 21)

W mistrzostwach Europy w Brnie wystartowałam na koszt mojej drużyny Strüby-BiXS. Oczywiście jechałam w biało-czerwonej koszulce, ale całe finansowanie zapewnił mi team. Reprezentacja Polski liczyła 15 zawodników, ale zabrakło pieniędzy na wysłanie do Czech wszystkich osób punktujących w rankingu olimpijskim (czyli trzech kobiet)… Wyścig w Brnie nie należał do moich wymarzonych. Po dobrym starcie trochę spłynęłam i metę przekroczyłam jako dwudziesta pierwsza w Europie.

 

Val di Sole (Puchar Świata, miejsca 27 i 44)

Po podwójnym Pucharze Świata oraz mistrzostwach Polski i Europy przyszedł czas na kolejne dwa weekendy ścigania na najwyższym poziomie. Piąta edycja Pucharu Świata odbywała się w Val di Sole – miejscu, które darzę szczególnym sentymentem, bo to właśnie tam zaliczyłam swój pierwszy zagraniczny wyścig, którym były mistrzostwa świata (wtedy, w 2008 roku, zajęłam piąte miejsce w juniorkach). W ciągu ponad dziesięciu lat trasa mocno się zmieniła. W tym roku organizatorzy dodali kilka bardzo stromych odcinków podjazdów, tak żeby ściganie nie było za łatwe (pomińmy fakt, że Puchar Świata nawet na „podwórkowej” trasie byłby wystarczająco wykańczający, bo ostatecznie wszystko zależy przecież od tempa…). Po raz kolejny w piątek stanęłam na starcie short tracka. W związku z tym, że przed wyścigiem lunęło i zrobiło się zimno, to byłam zainteresowana przede wszystkim bezpiecznym osiągnięciem mety. Udało się nie tylko to, ale również kolejna poprawa wyniku w formule XCC, znowu o dwa miejsca. W niedzielę czułam się dobrze. Start wyszedł mi w normie, niestety po około kilometrze zawodniczka przede mną straciła równowagę i wylądowała na moim rowerze. Nie dość, że ponownie ruszyłam do walki z końca stawki, to potem dwukrotnie musiałam zaliczyć pit stopa w boksie technicznym… Pechowo, ale tradycyjnie walczyłam do końca i wyprzedziłam ponad dwadzieścia zawodniczek.

 

Lenzerheide (Puchar Świata, miejsca 26 i 32)

Ostatni europejski Puchar Świata odbywał się w Szwajcarii. Z tym miejscem miałam do tej pory nie wyrównane rachunki – było 2:0 dla Lenzerheide. W roku 2017 w wynikach zaliczyłam DNF (did not finish; nie ukończyła), a w 2018 z powodu bardzo ciężkiego wypadku na treningu zabrakło mnie na starcie mistrzostw świata (DNS = did not start; nie wystartowała). Treningi szły mi dobrze, więc miałam pozytywne nastawienie, jednocześnie ciągle zachowując pełną koncentrację podczas jazdy. Znowu poprawiłam się w short tracku, tym razem o jedne miejsce. Niedzielne cross country poszło mi bardzo dobrze – wreszcie mogłam przejechać cały wyścig na wymagającej i zdradliwej trasie w Lenzerheide, a dodatkowo zaliczyłam swój najlepszy w tym roku występ w Pucharze Świata. Czułam nie tylko radość, ale i sporą ulgę.

 

Bazylea (Puchar Szwajcarii, miejsce 9)

Tydzień później czekał mnie szósty wyścig z cyklu Pucharu Szwajcarii. Nietypowa trasa w Bazylei wymaga szczególnej taktyki. Założyłam sobie dwie rzeczy – po pierwsze, że z toru końskiego wyjadę jako pierwsza (na torze końskim jest start i meta oraz 500-metrowa runda startowa), a po drugie, że na odcinek w lesie wjadę nie dalej niż w pierwszej „10”. Oba założenia zrealizowałam, a cały wyścig przejechałam w grupce, która z początkowych sześciu osób stopniała na ostatniej rundzie do trzech. Finiszowałam dziewiąta, co na wyścigu HC jest bardzo fajnym wynikiem.

 

Langendorf (seria Argovia Cup w Szwajcarii, miejsce 1)

Wyścig w Langendorf to pod względem trasy szybsza i trochę łatwiejsza wersja Lenzerheide. Również z tą trasą moje rachunki nie wyglądały tak jakbym sobie tego życzyła – dotychczasowe dwa starty kończyłam jako trzecia. W tym roku moim celem było zwycięstwo. Na starcie miałam problem z wpięciem się w pedał, ale już po chwili wyszłam na prowadzenie i nie oddałam go do mety, systematycznie powiększając swoją przewagę. Bardzo ucieszyła mnie ta wygrana.

 

Hägglingen (seria Argovia Cup w Szwajcarii, miejsce 1)

W czasie, gdy większość zawodniczek startowała na mistrzostwach świata w Kanadzie (i tym razem nie trafiłam do reprezentacji), ja postanowiłam wydłużyć moją kampanię szwajcarską i w czwartą niedzielę pod rząd wystartować w kraju, z którego jest mój team. Niestety w ten jeden weekend w roku nie miałam szansy na zdobycie punktów. Wyjątkowo padło więc na wyścig z kalendarza krajowego. Uznałam, że skoro startuję nieprzerwanie od dwóch miesięcy, to w obliczu zbliżającego się finału Pucharu Świata nieodpowiedzialnym byłoby przerwać taki cykl tydzień przed. Również w Hägglingen zameldowałam się na mecie jako pierwsza, ze sporą przewagą.

 

Snowshoe (Puchar Świata, miejsca 24 i 34)

Finał Pucharu Świata odbył się w USA. Nie wiedziałam czego się spodziewać po trasie, wiedziałam natomiast, że tydzień po mistrzostwach świata tempo na tym wyścigu będzie wręcz szalone. I tak też było, co jednak nie przeszkodziło mi w dobrym występie. W piątek zajęłam dwudzieste czwarte miejsce w short tracku zaliczając kolejną poprawę i po raz pierwszy wywalczyłam sobie lepsze miejsce startowe na niedzielne cross country! W niedzielę bezbłędnie i mądrze taktycznie przejechałam finałowe XCO i zameldowałam się jako trzydziesta czwarta na mecie. Szkoda, że tydzień wcześniej mistrzostwa świata oglądałam w telewizji…

 

Moje krótkie – pozytywne – podsumowanie tego sezonu Pucharu Świata wygląda tak:

-zaliczyłam trzy fajne wyniki w XCO (Nove Mesto, Lenzerheide, Snowshoe)

-na dwóch najcięższych technicznie trasach (Nove Mesto, Lenzerheide) zaliczyłam swoje najlepsze wyniki

-od pierwszego do ostatniego startu w XCC (czyli od Andory do USA), za każdym razem się poprawiałam, ostatecznie wywalczając lepszą pozycję startową na niedzielny wyścig

-klasyfikację generalną Pucharu Świata zakończyłam jako najlepsza z Polek

-uczestniczyłam we wszystkich siedmiu pucharowych weekendach

 

Ostatni wyścig był dla mnie czterdziestym drugim startem w tym sezonie. W dodatku czterdziestym drugim w mtb. Do tej pory to mój rekord (poprzedni miałam w 2015 roku – 40 wyścigów, ale łącznie z szosą i przełajem). A to jeszcze nie koniec ścigania na ten rok. Aktualny plan startów możecie sprawdzić w zakładce kalendarz – tę, w przeciwieństwie do newsów, aktualizuję co tydzień ;-)


powrót