news
17.06.2019

Weekend przerwy w nagrodę za podium

Ostatnie siedem weekendów miało oznaczać siedem wyścigów. Na początek C2 w Szwajcarii. Dzień wcześniej przyjechaliśmy na miejsce, zrobiliśmy trening na trasie – bardzo fajnej, interwałowej i z techniką, której dostarczyła tam natura – i z niecierpliwością czekaliśmy na wyścig. W niedzielę rano okazało się, że wyścig został odwołany z powodu silnego wiatru. Na początku myślałam, że to głupi żart, ale ścigania faktycznie nie było. Cóż, zrobiliśmy team’owy trening (tak, w miejscu, gdzie nie odbył się wyścig ;-) i mieliśmy niedzielę dla siebie.

 

Tydzień później był kolejny wyścig w Szwajcarii (ale w ramach innego cyklu). Szybka i specyficzna trasa w Solothurn potrafiła w poprzednich latach dostarczyć nieoczekiwanych rozstrzygnięć. Jedno było pewne – w obecności aktualnej mistrzyni świata Kate Courtney oraz Jolandy Neff – ściganie zapowiadało się mocne. Tak też było. Ja przez cały wyścig walczyłam z Kathrin Stirnemann i Julie Bresset. W międzyczasie dopadł nas grad, ale ścigania nie przerwano (to tak w nawiązaniu do weekendu wcześniej...). Ostatecznie z obydwiema zawodniczkami udało mi się wygrać, a na mecie zameldowałam się ósma, z niespełna pięcioma minutami starty do zwycięskiej mistrzyni świata.

 

Osiem dni po Solothurn przyszedł czas na pierwszy Puchar Świata. Byłam pozytywnie nastawiona, bo do tej pory wszystkie wyścigi (czyli aż 21 startów) poszły mi dobrze lub bardzo dobrze. Niestety okazało się, że i u mnie zdarzyć się może kiepski dzień. Szkoda, że padło na Puchar Świata… Suma drobnych błędów własnych i po prostu „nie ten dzień” spowodowały, że moim jedynym celem było dojechanie do mety, żeby dorzucić kilka punktów do rankingu olimpijskiego.

 

Po Albstadt miałam tylko kilka dni na dojście do siebie. Skoncentrowałam się na pracy do wykonania, dobrym nastawieniu i bezbłędnym wywiązaniu się z moich sportowych zadań. Dało to dobry efekt, bo na drugiej edycji Pucharu Świata – tym razem w czeskim Novym Meście – walczyłam już nie o przetrwanie, a o dobry wynik. Skończyłam 36. Od wyniku chętnie odjęłabym kilkanaście oczek, ale za jazdę mogę sobie przyznać szkolną piątkę.

 

Kolejnym startem był dla mnie jeden z dwóch w tym sezonie wyścigów w Polsce. Na HC w Jeleniej Górze liczyłam na to, że będę mogła zaprezentować się z dobrej strony i powalczyć podobnie jak tydzień wcześniej w Czechach. Na wyścigu czułam się jednak bardzo źle, nie służył mi upał (który normalnie nie sprawia mi problemów) i również skoncentrowałam się na dojechaniu do mety i załapaniu punktów do rankingu. Po wyścigu nie miałam pojęcia jak wytłumaczyć swoje kiepskie samopoczucie, ale już na następny dzień się dowiedziałam – rozchorowałam się, a podczas wyścigu organizm był już osłabiony rozwijającą się infekcją.

 

Chcąc nie chcąc zaliczyłam kilkudniową przerwę od treningów. Udało mi się jednak na tyle dojść do siebie, że po ośmiu dniach, jeszcze trochę kichająca i kaszląca, wystartowałam w C1 w niemieckim Gedern. Trasa była szybka, interwałowa, z wieloma zakrętami i sztucznymi przeszkodami. Po stosunkowo wolnym starcie zaczęłam jechać swoje i skończyłam jako dziesiąta.

 

W ostatni weekend przyszedł czas na pierwszy w tym roku wyścig na wysokości. 1400-1600 metrów n.p.m. może nie robi szczególnego wrażenia, ale i tę wysokość można szybko poczuć, gdy się przyspieszy. W Leukerbad zorganizowano nam prawdziwy sprawdzian wytrzymałości – stromy podjazd trwał ponad dziesięć minut i w zdecydowanej większości jechałyśmy go w słońcu. Do tego dochodziła wspomniana wcześniej wysokość i wiadomo było, że taktyka i dobre rozłożenie sił będą grały istotną rolę. W pierwszej części wyścigu walczyłam z Kathrin Stirnemann i Julie Bresset (podobnie jak w Solothurn), a w drugiej z Nadine Rieder i wciąż z Julie. Na miejscach 4-6 cały czas mieszałyśmy się z dziewczynami. Ostatecznie wywalczyłam piąte miejsce, a do trzeciej na podium Pauline Fernand-Prevot straciłam tylko 34 sekundy. Dodatkowo w trakcie pięciu rund na wyścigu raz wykręciłam drugi, a raz trzeci czas. Był to więc bardzo dobry wyścig.

 

Teraz czeka mnie weekend przerwy, a po nim kolejne trzy wyścigi na wysokości – Puchar Szwajcarii w Andermatt oraz dwa Puchary Świata, w Andorze i w Les Gets. A za pięć tygodni mój drugi wyścig w Polsce, czyli mistrzostwa Polski w Mrągowie.


powrót