news
16.04.2019

Nareszcie cross country

Wyścig w Langenlois był dla mnie niejako drugim rozpoczęciem sezonu. Po wcześniejszych startach w czterech etapówkach i jednym klasycznym XCO miałam prawie miesiąc przerwy, który poświęciłam na treningi. Start w Austrii miał być wprowadzeniem do jazdy w tempie wyścigowym. Tak to już jest, że pierwsze ściganie zwykle jest ciężkie i chciałam, żeby wypadło ono w dobrze mi znanym Langenlois.

 

W Austrii pojawiło się sporo mocnych zawodniczek. Zdawałam sobie sprawę z tego, że równie dobrze mogę się zakręcić w okolicach podium, co zająć miejsce pod koniec drugiej dziesiątki. Ostatecznie przejechałam solidny wyścig, zameldowałam się na mecie dziewiąta, a strata do zwyciężczyni była niewielka. Było to więc pozytywne rozpoczęcie startów w olimpijskiej formule kolarstwa górskiego.

 

Tydzień później odbył się pierwszy Puchar Szwajcarii. W sobotę pogoda była przyzwoita i zrobiliśmy fajny trening na trasie. Niestety w niedzielę padał deszcz. Na trasie w Riverze oznacza to spore utrudnienie, bo jest ona naszpikowana naturalnymi trudnościami technicznymi w postaci licznych skał i korzeni. Dla mnie był to pierwszy tak wymagający start po wypadku, więc zminimalizowałam niepotrzebne na początku sezonu ryzyko. Finiszowałam na piątej pozycji.

 

W Niedzielę Palmową zmieniliśmy lokalizację w Szwajcarii i zameldowaliśmy się w Buchs. Po sobotnim treningu byłam bardzo zadowolona z samopoczucia, a trasa przypadła mi do gustu zarówno swoim profilem, jak i charakterystyką. Pogoda postanowiła jednak po raz kolejny sobie z nas zadrwić. Temperatura w niedzielę nie przekraczała 4 stopni, a z nieba padał deszcz ze śniegiem. Warunki do startu nie były więc wymarzone… Mimo to w Buchs pojawiło się dużo zawodniczek z czołówki rankingu UCI. Od startu narzuciły mocne tempo. Dla mnie rywalizacja ułożyła się fajnie – przez cały dystans dałam radę walczyć, atakować, kilka razy sprawdzić różnego rodzaju manewry taktyczne. Po wyścigu byłam zadowolona ze swojej jazdy i z dwudziestego w tym sezonie miejsca w pierwszej dziesiątce. W tym roku zaliczyłam bowiem już dokładnie dwadzieścia startów (wszystkie w wyścigach z kalendarza UCI), każdy kończąc w przedziale 2-9.

 

Teraz chwila przerwy, którą chcę wykorzystać na wykonanie ostatnich szlifów formy przed majowymi Pucharami Świata. Oby pogoda była bardziej łaskawa, bo zawsze milej zrobić trening na łonie natury niż na trenażerze…


powrót