news
21.08.2018

Szwajcarskie podium razy dwa!

Dwa weekendy i dwa razy pudło. Przyznam, że liczyłam na dobre wyniki, ale nie zakładałam, że dwa razy będę w pierwszej trójce.

W ubiegłym roku po raz pierwszy stanęłam na podium w Szwajcarii. Helwecja to w mtb trochę jak jaskinia lwa i na zawodach zawsze spotyka się mniej lub więcej zawodników z czołówki. Siłą rzeczy ciężej jest o dobry wynik. Mając w pamięci wyścig w Langendorf sprzed roku i tym razem chciałam powalczyć o podium. Udało się i powtórzyłam ubiegłoroczny rezultat.


Langendrof przywitał nas w tym roku całkowicie suchą i niezmienioną trasą. Na rundzie było wiele szybkich odcinków, kilka ciekawych sekcji z korzeniami oraz jeden dłuższy podjazd. Przed rokiem przejechałam początek wyścigu na ósmej pozycji i po półtorej godziny walki dopiero pod sam koniec ścigania wskoczyłam na podium. Tym razem rywalizacja miała zgoła odmienny przebieg – pół kilometra po starcie wyszłam na prowadzenie i rundę startową oraz większość pierwszego okrążenia przejechałam prowadząc i mając kilkusekundową przewagę. Na drugiej rundzie jechałam razem z Francuzkami – Helene Clauzel i Sabriną Enaux. W połowie rundy dziewczyny odjechały mi na kilkanaście metrów, a ja starając się je dogonić … połknęłam jakiegoś żądlącego owada. Ustrojstwo użądliło mnie w gardle i przez parę minut trochę się bałam – nie wiedziałam czy mój organizm nie zareaguje negatywnie. Oczywiście cały czas jechałam, ale pierwsze i drugie miejsce zdążyły mi na dobre odjechać. Do mety dojechałam jako trzecia i cieszyłam się ze zdobycia podium.


W ostatnią niedzielę wystartowałam w kolejnej edycji Pucharu Szwajcarii. Po raz pierwszy wyścig rozegrano w Villars sur Ollon. Runda była krótka, ale wymagająca kondycyjnie. Jeden długi podjazd o niejednostajnym nachyleniu i zmiennym podłożu mocno wchodził w nogi. Zjazd nie był zbyt wymagający, ale opady deszczy spowodowały, że można było trochę potańczyć na korzeniach. W okolicy startu i mety organizatorzy stworzyli sztuczne przeszkody z drewnianych bali.


Ustawienie na starcie było nietypowe – tylko 3 zawodniczki z jednej linii, więc mimo, że miałam szósty numer i tak stałam w drugiej linii. Tuż po starcie czekały na nas drewniane bunny hopy, na których było trochę nerwowo. Poza Yaną Belomoiną, która zaliczyła nieprzyjemny upadek, reszcie peletonu udało się je bezpiecznie pokonać. Ja po raz kolejny cieszyłam się z dobrego startu i po pierwszym kilometrze jechałam już druga. Na podjeździe dojechała do mnie Lisi Osl. Przez ponad połowę wyścigu miałam ją w zasięgu wzroku, ale ostatecznie nie udało mi się jej doścignąć. Mimo to byłam bardzo zadowolona, bo znowu stanęłam na podium. I tym razem był to wyścig kategorii C1 (w Langendorf była to kategoria C2), więc mój dobry wynik traktuję jako kolejny mały kroczek do przodu.


Jestem bardzo zadowolona po tych dwóch weekendach. Pojechałam dwa dobre wyścigi i zdobyłam 45 punktów do rankingu (UCI i olimpijskiego). Teraz czeka mnie trudniejsze ściganie – finał Pucharu Świata w La Bresse, siódma edycja Pucharu Szwajcarii w Bazylei (z kategorią HC) i Mistrzostwa Świata w Lenzerheide. Trzymajcie kciuki ;-)


powrót