news
25.04.2018

Rowerowe skrajne uczucia

Miniony weekend był bardzo pozytywny. W porównaniu z poprzednim to jak dwa bieguny na skali wydarzeń i odczuć.

Tydzień temu miałam w planie pojechać dobry wyścig w niemieckim Saalhausen. Trasa jak sprzed kilku lat – piekielnie strome podjazdy do nieba i zjazdy z naturalnymi utrudnieniami. Pasowała mi i byłam dobrej myśli. Niestety w niedzielę rano okazało się, że skradziono nam wszystkie rowery. Po przedstawieniu sprawy policji postanowiliśmy, że mimo wszystko pojedziemy na wyścig i sprawdzimy czy uda się załatwić inny rower. Na miejscu pomocną dłoń wyciągnęła Anne Terpstra, która od razu pożyczyła mi swój zapasowy sprzęt. Czasu wystarczyło na dopasowanie wysokości siodełka i szybkie zapoznanie się z innym osprzętem. Niestety nie starczyło go na zmianę opon, które nadawały się do jazdy po suchym lub wręcz asfalcie, a po całonocnych opadach deszczu trasa wymagała innego sprzętu. Podjęłam jednak ryzyko i stanęłam na starcie. Czułam się bardzo dobrze i już po kilku minutach jechałam na drugiej pozycji, za Elizabeth Brandau. Niestety na jednym ze zjazdów nie udało mi się opanować prędkości i zaliczyłam bardzo nieprzyjemny upadek. Wyglądało to dość poważnie. Potrzebowałam paru minut, żeby dojść do siebie. W międzyczasie dwie zawodniczki (Britt van den Boogert i Theresia Schwenk) zatrzymały się, przerwały swoją rywalizację i pomogły mi ogarnąć siebie i sprzęt. Pierwszy raz z powodu upadku nie ukończyłam wyścigu (a tych upadków mam na swoim koncie całkiem sporo), więc możecie sobie wyobrazić, że grzmotnęłam solidnie… Anne, Britt i Theresia – raz jeszcze dziękuję za Waszą pomoc i prawdziwego ducha fair play.

Powrót po wyścigu nie należał do przyjemnych. Ja byłam cała mocno poobijana, a do tego towarzyszył nam moralny kac związany z utratą rowerów i brakiem nadziei na ich odzyskanie. Szczęście w nieszczęściu, że ekipa z Intercycle szybko dostarczyła nam nowe maszyny BiXS, a trener błyskawicznie przygotował je do jazdy – można więc było planować kolejne zawody.

Na następny start wybraliśmy Puchar Szwajcarii – dość oczywiste, że jeżeli w kalendarzu jest impreza rozgrywana na „naszym” terenie, to startujemy właśnie w niej. Ta edycja rozegrana została w Schaan, w Liechtensteinie. Po raz pierwszy ścigałam się na tej trasie, ale od razu przypadła mi do gustu – jeden długi podjazd i jeden zjazd z naturalnymi utrudnieniami technicznymi w postaci mnóstwa korzeni. Z trenerem dopracowaliśmy każdy centymetr rundy, a nastawienie – mimo tego, że wciąż dość mocno odczuwałam skutki upadku sprzed tygodnia – miałam pozytywne. Wiedziałam, że o ścisłą czołówkę będzie ciężko, bo na starcie pojawiły się takie zawodniczki jak aktualne mistrzynie świata w elicie i U23 (Jolanda Neff i Sina Frei), stałe bywalczynie podium Pucharu Świata (Linda Indergand i Allessandra Keller), czy była mistrzyni Europy (Katrin Leumann).

Od startu konsekwentnie realizowałam swoją taktykę, uniknęłam błędów i defektów. Na początku jechałam na 9-11 miejscu, ale w drugiej części wyścigu udało mi się docisnąć i awansować na 7. miejsce. Wynik bardzo mnie cieszy. A po ubiegło tygodniowych nieprzyjemnych przygodach był miłą, pozytywną odmianą.

Cała moja drużyna Strüby-BiXS Team miała udany weekend. Marine Groccia była 10. w elicie, Melanie Tresch 6. w juniorkach, a trzej nasi panowie (Jeremias Marti, Yannick Schaller, Patrick Tresch) zajęli w swoich kategoriach miejsca w drugiej dziesiątce. Dzięki pracy naszego trenera Andreasa Kurmanna, krok po kroku budujemy formę, poszerzamy umiejętności techniczne i budujemy naszą motywację. Bardzo się cieszę, że drugi rok mogę reprezentować Strüby-BiXS Team i pracować z ludźmi napędzanymi pozytywną energią. Kolarstwo w wydaniu szwajcarskim naprawdę nie jest przereklamowane ;-)


powrót