news
29.05.2017

Puchar Świata rozpoczęty!

Dwa tygodnie temu zaliczyłam debiut w Akademickich Mistrzostwach Polski. Dopiero na drugim kierunku studiów, no ale wcześniej jakoś zawsze coś stawało na przeszkodzie… W tym roku udało się wreszcie stanąć na starcie, z czego bardzo się cieszę.

Ściganie zaczęło się od sobotniej czasówki – jednej rundy w Parku Śląskim. Trasa była szybka, a za elementy techniczne można było uznać jedynie schody i kilka ciasnych zakrętów. Biorąc pod uwagę typ imprezy i zróżnicowany poziom startujących, to oczywiście dobrze. Dla mnie była to trochę gorsza informacja, bo zdecydowanie lepiej czuję się na cięższych trasach. Sama czasówka w moim wykonaniu była średnia – samopoczucie kiepskie, do tego przestrzeliłam jeden zakręt, na czym straciłam około 5-10 sekund. Po swoim przejeździe przez długi czas prowadziłam, ale ostatecznie skończyło się na drugim miejscu i przegranej o niespełna 5 sekund… Potraktowałam ten wynik jako wypadek przy pracy i nastawiłam się na niedzielną walkę. Taktyka była prosta – przez pierwsze trzy rundy jechać w czołówce, ale za bardzo się nie wychylać, zaatakować na czwartej rundzie, a piątą przejechać kontrolując sytuację. Tym razem wszystko udało się zrealizować. Na mecie cieszyłam się z pierwszego zwycięstwa w tym sezonie. Dziękuję całej ekipie z Uniwersytetu Pedagogicznego za fantastyczny wyjazd, który pomógł nam scalić naszą sekcję AZS.

Po stosunkowo łatwym starcie w AMP-ach przyszedł czas na prawdziwe otwarcie sezonu XC, czyli pierwszą edycję Pucharu Świata. Przed wyścigiem spędziliśmy dwa dni na treningach technicznych na trasie w Novym Meście. Udało mi się zaliczyć „overjumpa” jednego z jumpów, co mogło skończyć się bardzo nieprzyjemnie, ale jakoś wyszłam z opresji i do pełnej gotowości startowej wystarczyły tape’y.

W sobotę stanęłam na linii startu z numerem 70., teoretycznie w 9. linii. Jeszcze przed sygnałem startu udało mi się przesunąć do 4. linii. Niestety na tym skończyły się moje zyski pozycji. Na wyścigu czułam się średnio i na metę dojechałam 57. Cieszyć mogłam się z tego, że obyło się bez dodatkowych przygód.

Po krótkiej analizie wyścigu, jego lepszych i gorszych momentów przeszłam do dalszej realizacji planu. Pierwszym punktem była regeneracja. Pomogły mi w tym produkty dostarczone przez moich partnerów – Royal Bay, U-Gym i Duo Life – oraz szwajcarski klimat. Nie mogło być jednak aż tak pozytywnie. W środę, już na samym początku treningu, zaliczyłam nieprzyjemny upadek. Na początku wyglądało na to, że być może w ogóle nie wystartuję w kolejnym Pucharze Świata. Na szczęście udało się doprowadzić mnie do względnego „pionu” i przerwa w startach okazała się niepotrzebna.

W tym roku trasa w Niemczech została nieco zmieniona. organizatorzy dodali jeden zjazd i nieco wydłużyli drugi podjazd. Trasa pozostała wymagająca fizycznie i w większości lekka technicznie. Utrudnieniem była pogoda – taka jaką lubię, czyli sucho i upalnie. Dodatkowo organizatorzy zaplanowali dla nas 6,5 rundy, przez co zwyciężczyni była blisko górnego limitu czasowego. Runda w Albstadt należy do wąskich, więc wiadomo było, że po starcie raczej trochę postoję w korkach, a część rundy startowej pokonam biegnąc. Tak też się stało, ale zgodnie z założeniami taktycznymi zachowałam pełen spokój. Od drugiej rundy mogłam już robić swoje, dzięki czemu udało mi się zyskać 26 lokat (względem pozycji startowej). Taktykę zrealizowałam w 100%, przez cały wyścig zachowałam koncentrację, uniknęłam kraks i defektów. A to naprawdę cieszy, bo dotychczas w moich czterech poprzednich startach w Albstadt zawsze kończyło się na kraksie lub defekcie – były pęknięte żebra i szycie łokcia, były też pęknięta rama i kierownica, zerwana przerzutka i kapeć. Więc w tym roku było bardzo pozytywnie :-)

Teraz łapię chwilę oddechu w Polsce. Rozdziału „pierwsza część Pucharu Świata” nie mogę jeszcze zamknąć, bo mój bagaż zapodział się gdzieś na lotnisku… Skupiam się jednak na zaliczeniach na uczelni (choć przy obecnej pogodzie przychodzi mi to baaardzo ciężko). Kolejne dwa weekendy to wyścigi kategorii HC – najpierw w Polsce, a potem … w Szwajcarii, a jakże ;-)

Trzymajcie kciuki, żeby wszystko szło zgodnie z planem (czego życzę również Wam w Waszych działaniach) i korzystajcie z pięknej pogody!


powrót